Reakcje branży turystycznej na kolejny lockdown

Od 19 marca obowiązuje kolejny już lockdown, który zmusił wielu przedsiębiorców do ponownego zamknięcia swojej działalności. Szczególnie odczuwa to branża turystyczna, a niektóry już spisali ten rok na straty.

Mowa tu o ośrodkach, których główne źródło dochodu na cały rok stanowią miesiące zimowe, a te już się skończyły. Po zamknięciu ośrodków narciarskich i hoteli na czas ferii, rząd wprowadził kolejny lockdown, który dla wielu przedsiębiorców jest przysłowiowym gwoździem do trumny.

Przedstawiciele branży turystycznej wskazują, że zmiany wprowadzane są z dnia na dzień, co uniemożliwia im właściwe przygotowanie się. Wygaszenie działalności, rezygnacja z dostaw, ułożenie grafików wymaga bowiem czasu, tak samo jak otwarcie biznesu po zakończeniu obowiązywania obostrzeń. Decyzje takie podejmowane są jednak na bieżąco, rząd nie przedstawia na to żadnego planu, a przedsiębiorcy stawiani są pod ścianą.

Zamknięcie ośrodków narciarskich i hoteli z zaledwie kilkudniowym wyprzedzeniem rodzi ponadto sporo innych problemów. Wielu klientów miało już wykupione skipassy i noclegi, a o zamknięciu dowiedziało się na kilka dni przed planowanym urlopem. Tym samym szansa na chociaż częściowe odrobienie strat w kończącym się sezonie zimowym przepadła.

Skutki obostrzeń dotknęły nie tylko branże działające w sezonie zimowym, chociaż trzeba przyznać, że to właśnie takie hotele czy ośrodki narciarskie najmocniej to odczuły, ponieważ obostrzenia obowiązywały przez znaczną część tego sezonu. Inni przedstawiciele branży noclegowej czy restauracyjnej również odczuwają tego skutki i skarżą się na te same problemy. Obostrzenia wprowadzane są bez uprzedzenia, działania rządu nie są poparte żadnymi merytorycznymi argumentami czy badaniami odnośnie do tego, czy i jakie zagrożenie stwarzają miejsca, które mają zostać zamknięte. Z punktu widzenia epidemiologicznego wydaje się, że aktywność, jaką jest jazda na nartach na świeżym powietrzu, nie powoduje ryzyka zarażenia.

Obostrzenia wprowadzone w marcu zostały rozszerzone na całą Polskę z uwagi na rosnącą liczbę zakażeń koronawirusem oraz zgonów. Pierwotnie miały one obowiązywać do 9 kwietnia, jednak pojawiają się nieoficjalne informacje, że termin ten może zostać przesunięty. Na trzy dni przed teoretycznym zakończeniem lockdownu przedsiębiorcy nadal nie wiedzą jednak, co mają robić. Czekają na informację odnośnie do ewentualnego wydłużenia jego trwania, tymczasem przygotowanie do otwarcia hotelu czy restauracji wymaga czasu. Zebranie pracowników, zamówienie towaru czy spełnienie wymogów reżimu sanitarnego to kilka lub kilkanaście dni pracy przed wpuszczeniem pierwszych klientów.

Z uwagi na brak planu i niepewność co do dalszych decyzji w tym zakresie, wielu hotelarzy czy restauratorów nie zdecyduje się na otwarcie, nawet jeśli obostrzenia zostaną zniesione 9 kwietnia. W sytuacji, gdyby lockdown miał powrócić, koszty przygotowania do otwarcia mogą bowiem przewyższyć oczekiwane korzyści, co jedynie pogłębi i tak już ogromne straty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.