Na czym polega dark tourism?

palinchak/bigstockphoto.com

Dark tourism (black tourism), co można przetłumaczyć jako „mroczna turystyka” bądź „czarna turystyka”, to podróże dostarczające mocnych wrażeń. Nie chodzi tu jednak o sporty ekstremalne, nurkowanie z rekinami czy degustację ryby fugu. Dark tourism to podróże do miejsc związanych ze śmiercią, zwłaszcza takich, w których rozegrały się różnego rodzaju tragedie – katastrofy, morderstwa czy działania wojenne.

Można powiedzieć, że mroczna turystyka ma różne stopnie i kategorie. Niektóre z obiektów kojarzonych z tą formą turystyki są dostępne w ramach konwencjonalnych wycieczek, a nawet są ich stałym punktem. Mają one głównie znaczenie historyczne i kulturowe, a ich zwiedzanie nie budzi wątpliwości natury etycznej. Na przykład wielu turystów odwiedzających Paryż ogląda także tamtejsze katakumby i wybiera się na cmentarz Père-Lachaise. Egipskie piramidy też można uznać za związane z mroczną turystyką – ze względu na to, że są przecież grobowcami. Nieco większe kontrowersje wiążą się z wycieczkami do miejsc, gdzie zginęły sławne osoby (np. John Lennon czy księżna Diana) czy gdzie mieszkali i działali seryjni mordercy. Zabytki takie jak kaplice czaszek (w Kudowie-Zdroju czy w Kutnej Horze w Czechach) z jednej strony budzą podziw misternym wystrojem, z drugiej – takie wykorzystanie kości ludzi zmarłych może nieco szokować.

Znaczne zastrzeżenia budzi tzw. danger tourism (turystyka związana z niebezpieczeństwem). Jest uznawany niekiedy za najbardziej ekstremalną formę dark tourismu – choć zdania na ten temat są podzielone (niektórzy autorzy twierdzą, że nie należy go uznawać za dark tourism). Polega na organizowaniu wycieczek w miejsca, gdzie zagrożenie wystąpiło niedawno lub nadal występuje – np. skażenie, działania wojenne czy terroryzm. Mogłoby się wydawać, że zniszczony wojną Afganistan nie powinien być rozważany w kategoriach atrakcji turystycznych. Jednak organizuje się tam wyprawy – i są na nie chętni, mimo wysokich cen. Zainteresowanie turystów wzbudza także elektrownia atomowa w Czarnobylu i otaczająca ją Strefa Wykluczenia wraz z opuszczonym miastem Prypeć, która została zamknięta po awarii w 1986 r. Jednak wyprawa na te tereny nie musi się wiązać z zagrożeniem, o ile turyści zachowują odpowiednie środki ostrożności, słuchają poleceń przewodnika i nie zapuszczają się w miejsca, gdzie poziom promieniowania jest nadal podwyższony.

Mroczna turystyka nieraz wywołuje ogólne wątpliwości natury etycznej. Można się bowiem zastanawiać, czy czerpanie korzyści finansowych z cudzej tragedii jest w porządku. Zdarza się też, że turyści nie potrafią się właściwie zachować w miejscach, gdzie doszło do ludobójstwa. Znane są np. przypadki robienia sobie „selfie” na tle pieców krematoryjnych. Inną kwestią do rozważenia jest to, że turyści podróżujący do krajów, gdzie nadal istnieje reżim totalitarny (np. do Korei Północnej), wydają tam pieniądze, a zatem w jakimś stopniu ten reżim wspierają.

Argumentem przemawiającym za mroczną turystyką są jej walory edukacyjne. Niektóre miejsca, takie jak tereny i muzeum obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, mają upamiętniać wydarzenia, które się tam rozegrały, a także być przestrogą dla przyszłych pokoleń, że nie wolno im dopuścić, by takie zbrodnie się powtórzyły. Poza tym obiekty te nie są udostępniane w celu typowo komercyjnym – dochody z biletów wstępu mają jedynie pokryć koszty ich utrzymania. Inne z kolei są cenne jako arcydzieła architektury i sztuki zdobniczej, np. słynne mauzoleum Tadż Mahal, upamiętniające przedwcześnie zmarłą Mumtaz Mahal, żonę Szahdżahana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.